Bóbr, Twój sąsiad

tekst archiwalny: 27.10.2022

Autor zdjęcia: Daniel Petryczkiewicz

Jakie zwierzę uznalibyście za polskie zwierzę narodowe? Moim zdaniem powinien nim być bóbr. Co prawda, zazwyczaj uważa się, że to orzeł albo żubr, tylko kto widział ostatnio na żywo orła albo żubra? No właśnie. A bobry? Można je spotkać niemal w każdym miejscu, gdzie jest woda i rosnące wokół wierzby lub osiki. Ich domy – żeremia, to od stuleci nieodłączny element polskiego krajobrazu wiejskiego.

W Konstancinie jesteśmy szczęściarzami – bobry mieszkają w ponad dwumetrowym żeremiu niemal w centrum miasta, pięćset metrów od Starej Papierni, na starorzeczu Jeziorki w Parku Zdrojowym. Można je także zobaczyć na bagnach w górnej dolinie rzeki Małej, o czym pisałem w poprzednim wydaniu kwartalnika. Po takie widoki pasjonaci przyrody jeżdżą w głąb dziczy, na biebrzańskie rozlewiska!

Bobry nie zawsze budują domy w tak imponujących rozmiarach. Jeśli skarpa rzeki czy zbiornika wodnego jest wystarczająco wysoka, mieszkają w norach albo norożeremiach, które są czymś pośrednim między jednym a drugim. Prowadzą nocny tryb życia, ale z uwagi na długie letnie dni, można je łatwo podglądać, szczególnie jeśli są nieco przyzwyczajone do obecności ludzi. Tak jest u nas w Konstancinie. Pytanie tylko czy tak pozostanie?

Permanentne niszczenie tam, osuszanie starorzecza Jeziorki – które tylko przypomnę, że jest chronionym elementem mazowieckiego krajobrazu! – powoduje, że bobry oraz wiele innych zwierząt jest zmuszonych migrować, a przyrodnicza enklawa zamienia się w pustynię. Motywy tego postępowania wydają się dość jasne – kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze – wszak teren niezabudowany to teren potencjalnie inwestycyjny. Pytanie, które należy postawić, głównie władzom miasta, to czy pieniądze w dzisiejszej rzeczywistości klimatycznej, w tym wobec permanentnej suszy, powinny stawać ponad wartością przyrodniczą i zachowaniem dzikiej przyrody, ale też bezpieczeństwem hydrologicznym nas wszystkich? Liczymy na reakcję pana burmistrza oraz radnych.

Podglądanie bobrów (tzw. bóbrwatching) jest teraz w modzie! Wszystko dzięki głośnej książce Adama Robińskiego „Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów”. Autor jest krajoznawcą (lub obieżykrajem – jak sam siebie lubi nazywać), pisał już wcześniej o wędrówkach po naszym kraju. W „Kiczerach” opisuje włóczęgę przez mniej znane zakątki Bieszczad, zaś w „Hajstrach” zabiera nas w różne zakątki Polski. Idąc tropem polskich bobrów autor zawitał także do Konstancina. Byłem jego przewodnikiem w wyprawie do źródeł naszego beaver creek, czyli rzeki Małej. W kwietniu 2021 roku przeszliśmy ponad siedemnaście kilometrów od ujścia Małej w Parku Zdrojowym do jej początku w Krzakach Czaplinkowskich. Adam pięknie opisał to w rozdziale zamykającym „Pałace na wodzie”. Serdecznie polecam lekturę.

Prawdopodobnie niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w XVIII wieku bobry wyginęły wskutek polowań. Odnowienie gatunku miało miejsce dopiero po II wojnie światowej! Do transgranicznej populacji, która przetrwała nad Niemnem dołączyły bobry hodowane na fermie w Popielnie na Mazurach. To stamtąd wziął początek marsz bobra w Polskę, a także poza granice – m.in. reintrodukcja bobra do Wielkiej Brytanii. Od samego początku bóbr jest w Polsce pod ochroną. Nie wolno niszczyć jego siedlisk, żeremi, przetamowań czy płoszyć zwierząt. Niestety wciąż na bobry można polować, ale jest to na szczęście stosunkowo rzadkie. Kto by strzelał do bobra? Nie wiadomo dokładnie, ile jest bobrów w Polsce, ponieważ nie prowadzi się tego typu badań. Wiadomo za to, bo zostało to dokładnie przebadane, że mają pozytywny wpływ na retencję wody oraz na wzrost bioróżnorodności – nie do przecenienia w czasie postępującej antropogenicznej zmiany klimatu.

 

Autor zdjęcia: Daniel Petryczkiewicz

Bóbr uważany jest za tzw. gatunek zwornikowy. To pojęcie zapożyczone z architektury i oznacza miejsce, które podtrzymuje całe sklepienie. Gdyby je usunąć – sklepienie runie. Podobnie jest w przyrodzie. Usunięcie gatunku zwornikowego spowoduje zawalenie się całego ekosystemu lub nieodwracalne zmiany. Bobry mają niesamowitą – porównywaną wręcz do ludzkiej – zdolność kształtowania krajobrazu. Przegradzają cieki wodne tamami aby rozlać wodę, która jest im niezbędna do życia. To zmienia krajobraz, powstają buchające różnorodnością biologiczną rozlewiska – zielone, wilgotne, pełne roślinności, płazów, ryb i ptaków. W takim miejscu woda jest zatrzymywana w krajobrazie w najbardziej naturalny sposób. Uznaje się, że powinno mieć to priorytet w retencji wody, z uwagi na trwającą od lat permanentną suszę. Za całe to dobro bobry nie wystawiają faktur. Odwalają za nas robotę wartą dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych. Nie potrzebują do tego koparek, betonu i pozwoleń na budowę. Chcą jedynie spokoju.

O czym trzeba pamiętać idąc na bóbrwatching w Konstancinie? Bobry – szczególnie te żyjące w miastach są w jakimś stopniu obeznane z obecnością ludzi czy samochodów. Nie zwalnia nas to od tego, aby pamiętać, że to dzikie istoty, które mają prawo do spokoju i własnego rytmu życia. Naczelna zasada – nie wolno robić niczego, co zmusi zwierzę do reakcji. A więc, nie podchodzimy zbyt blisko, nie krzyczymy, nie rzucamy niczego, nie dokarmiamy. I bardzo ważne: nie puszczamy wolno psów w pobliżu stanowisk bobra.

Jeśli chcemy patrzeć z bliska, to zaopatrzmy się w lornetkę. A najlepiej, po prostu usiądźmy w pobliżu ich żerowiska. Widowisko jest naprawdę niezwykłe. Wczesnym latem z nor wychodzą młode, które bawiąc się wydają dźwięki przypominające płacz dziecka. Być może stąd wzięło się powiedzenie “płakać jak bóbr”? Możemy podglądać, jak bobry się posilają – w lecie jedzą głównie zielone części roślin nadwodnych.

Można kontemplować toaletę bobra, który potrafi długo i starannie czyścić, wyczesywać i “naoliwiać” swoje „wodoszczelne” futro.

Warto dostrzec podobieństwa między bobrami i ludźmi. I jedni i drudzy przekształcają otoczenie, dostosowując je do swojego trybu życia, łączą się w pary na całe życie, długo opiekują się potomstwem – młode osobniki, nawet po opuszczeniu domu rodzinnego często żyją w pobliżu nory swoich rodziców. No i od bobrów nauczyliśmy się budowy tam – one to robiły (i jest to potwierdzone archeologicznie) na długo zanim my stanęliśmy jako gatunek na dwóch nogach!

Mam nadzieję, że przybliżając trochę życie i twórczość naszych sąsiadów sprawiłem, że będziemy patrzeć na ich obecność dość bliską w naszym mieście w sposób życzliwy. Warto wiedzieć, że w przypadku problemu na linii człowiek-bóbr można zasięgnąć fachowej pomocy w Stowarzyszeniu Nasz Bóbr – www.naszbobr.pl
Do zobaczenia nad rzeką!

Autor zdjęcia: Daniel Petryczkiewicz

Skip to content